Archive for September, 2002

Bez walki nie ma wyniku

Friday, September 6th, 2002

W Opocznie drużyna Stasiaka Ceramiki gościć będzie lidera (niedziela, godz. 15). Przed sezonem typowanie Świtu Nowy Dwór, zwanego także od firmy sponsora Lukullusem, na kandydata do ekstraklasy wzbudziłoby śmiech.

Tym bardziej musi szokować siedmiopunktowa przewaga lidera z Nowego Dworu nad rywalami. Klub wymienił niemal całą drużynę.

Z dwudziestodwuosobowej kadry zostało tylko sześciu zawodników. Drużyna gra twardo w obronie, przeprowadza szybkie kontrataki i strzela gole po stałych fragmentach gry. Okazuje się, że przynajmniej na razie na drugą ligę wystarczy.

– Mam obserwacje i dużo wiadomości o rywalach – mówi trener Zbigniew Podsiębierski. – Oglądałem kasetę z ostatniego meczu rywali z Górnikiem Polkowice. Trudno wyróżnić kogokolwiek, ale za to drużyna stanowi monolit.

Bez walki nie ma wyniku. Musimy się przeciwstawić rywalo. Nie może powtórzyć się sytuacja ze Stalowej Woli (porażka 1:3 – przyp. red.). Opracowuję z menedżerem Mariuszem Łaskim taktykę, której nie zdradzę.

W składzie Ceramiki zabraknie Marcina Majewskiego, który wprawdzie wznowił zajęcia po kontuzji, ale na występ musi poczekać przynajmniej tydzień.

Autor artykułu: (jusz)

Widzew leci do Niemiec

Thursday, September 5th, 2002

Po burzliwej analizie przyczyn płockiej wpadki w Widzewie nadszedł czas wyciągania wniosków z remisu z Amiką.
Bez usunięcia błędów drużynę czeka zimowanie w strefie spadkowej, choć 10 tysięcy widzów oraz oglądający transmisję w Canal+ przyznają, że potencjał kadrowy łódzkiego pierwszoligowca już dawno nie był tak duży.

Tym razem łodzianie uniknęli porażki, ale, tak jak w poprzednim meczu, stracili prowadzenie w ostatnich dwóch minutach. W sumie przez 240 sekund festiwalu błędów drużyna Franciszka Smudy ma 5 punktów mniej. Zajmuje trzynaste miejsce, zamiast rządzić i dzielić naszą ekstraklasą.

Głównie za sprawą czterech Brazylijczyków zyskała widowiskowość gry Widzewa. Cieszy wzrost formy Maćka Terleckiego. Rutynowany Robert Dymkowski pokazał co znaczy dobra zmiana. W dwóch minionych meczach łodzianie potrafili wypracować kilkanaście dogodnych sytuacji bramkowych, ale wykorzystali tylko trzy. Zamiast konkurowania z Żurawskim i Rasiakiem na liście strzelców, Andjelkovic jeszcze nie potrafił zdobyć gola. We wtorek mankamentem był brak strzałów zza pola karnego.

W polu karnym rywali łodzianie nadmiernie mnożą podania. Rażące błędy w obronie, utrata kontroli nad wydarzeniami na boisku w końcowej fazie meczu wręcz zdumiewają. Na domiar złego Smuda uparł się, by prowadząc w końcówkach nie wzmacniać defensywy. Od początku sezonu reprezentacyjny obrońca młodzieżówki Michał Stasiak zagrał w Widzewie 46 minut. Zgadzamy się z wysoką oceną trenera Widzewa testowanego w obronie Darci Monteiro.

Z Amiką miał wiele odbiorów, dobrze inicjował ataki, w sobie tylko znany sposób w 17 minucie uratował drużynę, po kiksie Bataty. Ale przesadą jest nobilitowanie go na zawodnika nr 1 meczu. Wszak to z jego strony padł wyrównujący gol, a bramkę zdobył zawodnik, którego miał pilnować. Brazylijczyk nie zagra z Lechem, bo jako pierwszy odsunięty zostanie za kartki, na które pracuje wyjątkowo niefrasobliwie. Nie można twierdzić, że trener nie poszukuje optymalnego zestawienia. Grało już 20 widzewiaków, a tylko Węgrzyn i Batata w pięciu pełnych meczach. To oraz względy językowe, mają wpływ na brak zgrania i zaskakujące nieporozumienia.

Dziś po godzinie 16 widzewiacy wylatują z Warszawy do Berlina. Stamtąd widzewski autokar zawiezie ich do ośrodka w Bersinghausen, ktoóry będzie bazą treningową. Do Niemiec udaje się ta sama siedemnastka piłkarzy, co w meczu z Amiką, z tym, że kadrowiczów młodzieżówki (Stasiaka, Rachwał i Grzelaka) zastąpili Brodecki. Gostyński i Daniel Janeczko. W czwartek w Bielefeld zagrają mecz, z którego dochód będzie przeznaczony dla niemieckich powodzian.

Rywalem będzie Arminia (bez kadrowicza Wichniarka, ale z Boguszem i Murawskim). W niedzielę drugi mecz charytatywny z klubem ligi regionalnej. W poniedziałek Widzew wyjedzie do Berlina i stamtąd samolotem przyleci do Warszawy. W szóstej kolejce ligi Widzew podejmuje Lecha Poznań w piątek, 13 września, o godz. 20.

Autor artykułu: Bogusław Kukuć

Dejmek zacznie „Hamletem”

Thursday, September 5th, 2002

Kazimierz Dejmek, dyrektor artystyczny łódzkiego Teatru Nowego, spotkał się wczoraj po raz pierwszy po wakacjach z zespołem. Reżyser przedstawił plany na rozpoczynający się sezon.

Otwarcie nastąpi 21 września, premierą „Kurki wodnej” Witkacego w reżyserii Łukasza Kosa. Sensacyjnie zapowiada się inscenizacja „Hamleta” Szekspira w reżyserii samego Dejmka, do której próby mają się rozpocząć w październiku.

– Obsada będzie ogłoszona, kiedy przyjdzie pora – powiedział dyrektor.

Kolejną zapowiadaną premierą będzie „Czarująca szewcowa” Garcii Lorki. W Małej Sali wyreżyseruje ją Jan Polewka. Pod koniec sezonu na dużej scenie próby rozpocznie Mikołaj Grabowski. Realizowana będzie nowa wersja „Opisu obyczajów” Kitowicza.

Kazimierz Dejmek przeprowadził również rozmowy z Janem Bratkowskim, Tadeuszem Bradeckim i Maciejem Prusem, co pozwala spodziewać się, że reżyserzy ci w tym sezonie będą w Łodzi pracować.

*****

Kazimierz Dejmek jest współzałożycielem Teatru Nowego w Łodzi (w 1949 r.) i jego pierwszym dyrektorem (do 1962 r.).

W 1968 na scenie Teatru Narodowego wyreżyserował pamiętne „Dziady”. W 1975 roku ponownie objął dyrekcję łódzkiego Teatru Nowego. Przez pięć lat zrealizował tu wiele najważniejszych w XX wieku polskich spektakli teatralnych, ze słynną „Operetką” Gombrowicza na czele. Do Łodzi wraca po raz trzeci.

Autor artykułu: (l)

Spór o handel alkoholem

Wednesday, September 4th, 2002

Naczelny Sąd Administracyjny w Łodzi rozstrzygnie wkrótce, czy w małym sklepie spożywczym na Bałutach, sąsiadującym z kościołem, można sprzedawać alkohol.

Spór o handel alkoholem w tym sklepie zaczął się w 1996 roku: wtedy proboszcz pobliskiej parafii wysłał do łódzkiego magistratu protest w tej sprawie. Później dołączył listę z poparciem ponad pół tysiąca mieszkańców i zdjęcia, na których widać osoby pijące alkohol przed sklepem i obok ogrodzenia kościoła.

Magistrat wszczął postępowanie w sprawie odebrania koncesji. Mimo kilku wizyt, kontrolerzy nie stwierdzili, by w pobliżu sklepu przebywały osoby, które mogły zakłócać porządek. Takich zgłoszeń nie miały też Straż Miejska i policja. Przesłuchano jednak świadków z listy proboszcza, którzy potwierdzili, że bywali zaczepiani przez osoby pijące alkohol w okolicy sklepu i kościoła.

W końcu prezydent Łodzi cofnął koncesję na sprzedaż alkoholu, biorąc pod uwagę przede wszystkim zeznania świadków i zdjęcia dostarczone przez proboszcza.

Właścicielka sklepu, która nie wskórała nic w drugiej instancji, czyli Samorządowym Kolegium Odwoławczym, zaskarżyła decyzję prezydenta do NSA. W skardze pisze, że nie wiadomo na jakich dowodach oparli się urzędnicy i dlaczego nie dali wiary innym dowodom.

W odpowiedzi na skargę SKO poprosiło, aby postępowanie umorzyć. Wyjaśniło między innymi, że właścicielka sklepu nigdy nie powinna była dostać koncesji, bo przepisy zakazują sprzedaży alkoholu w bezpośrednim sąsiedztwie obiektów kultu religijnego.

Autor artykułu: (ak)

Rajd nastoletnich gangsterów

Wednesday, September 4th, 2002

Czternastoletni chłopak w porozumieniu z dziewiętnastolatkiem próbowali opanować sklepy w rejonie ul. Przybyszewskiego. Na szczęście czynili to tak nieudolnie, że zostali przegonieni przez ekspedientkę, pobici przez klienta i w końcu zatrzymani przez policję.

Rajd nastoletnich gangsterów rozpoczął się w sklepie spożywczym przy ul. Przybyszewskiego. Podeszli do ekspedientki i zażądali papierosów oraz pieniędzy. Miał to być pierwszy haracz, po który – zapowiedzieli – będą przychodzić regularnie. Zamiast haraczu dostali od odważnej ekspedientki po głowie i wycofali się.

Nie zrazili się jednak niepowodzeniem i w pobliskim sklepie powtórzyli manewr, ale i tym razem źle trafili. Znów musieli uciekać, tym razem pogonieni przez klienta sklepu, któremu utrudniali szybkie dokonanie zakupów.

Widać jednak potrzeba zdobycia pieniędzy była tak duża, że próbę wymuszenia haraczu powtórzyli w aptece. Tym razem znacznie wzmocnili siłę perswazji i kiedy pracownica odmówiła spełnienia ich żądań, potłukli szklany regał. Uciekając, zabrali dziewięć szczoteczek do zębów i tyleż prezerwatyw.

Policjanci wezwani na miejsce przez pokrzywdzonych zatrzymali sprawców kilkadziesiąt metrów dalej. Skradzione przedmioty odzyskano. Obaj zatrzymani byli w stanie upojenia – mieli powyżej 1 prom. alkoholu we krwi.

Autor artykułu: (maj)

Muzyka ucichła

Wednesday, September 4th, 2002

XV Festiwal Muzyka w Starym Klasztorze organizowany przez Łódzkie Towarzystwo Muzyczne zakończył się. Na finał zagrali muzycy Kwartetu im. Rubinsteina i węgierski organista Istvan Ella. Organizatorzy są zadowoleni z tegorocznej imprezy.

– Mimo mniejszych środków finansowych udało nam się zaprosić wielu artystów, a poziom koncertów był wysoki – mówi Witold Kacprzak, prezes ŁTM. – Cieszy nas również duże zainteresowanie koncertami: frekwencja była imponująca!

Na przestrzeni dwóch miesięcy odbyło się dziewięć koncertów, wystąpiło kilkudziesięciu artystów muzyków, wśród nich tak znani, jak Urszula Kryger, Dariusz Paradowski czy wspomniany Kwartet im. Rubinsteina.

Profesor Mirosław Pietkiewicz, kierownik artystyczny festiwalu także jest zadowolony. Podkreśla, że dobra sława imprezy owocuje dużym zainteresowaniem wśród artystów i publiczności.

Tegoroczny festiwal odbywał się pod prasowym patronatem „Dziennika Łódzkiego”.

Autor artykułu: (l)

Ułatwiła gwałt?

Tuesday, September 3rd, 2002

Łodzianka, w której mieszkaniu doszło do zgwałcenia innej kobiety, odpowie teraz za ułatwienie gwałtu. Akt oskarżenia w tej sprawie jest już w łódzkim Sądzie Okręgowym.

We wrześniu ubiegłego roku mieszkanka Łodzi powiadomiła policję, że została dwukrotnie zgwałcona przez znajomego. Doszło do tego w mieszkaniu 55-letniej oskarżonej.

Prokuratura ustaliła, że wpuściła ona napastnika i jego ofiarę do swego domu, po czym zamknęła drzwi na zamek, którego nie można było otworzyć od środka. Uniemożliwiła w ten sposób pokrzywdzonej ucieczkę. Po godzinie zeszła i otworzyła drzwi, uwalniając kobietę.

W prokuraturze właścicielka mieszkania nie przyznała się do winy. Powiedziała, że nie pamięta, w jakich okolicznościach napastnik i jego ofiara znaleźli się w jej domu. Przyznała jednak, że mężczyzna zaprowadził tam pokrzywdzoną wbrew jej woli, po drodze ją znieważając.

Autor artykułu: (ak)

Kameralne arcydzieło

Tuesday, September 3rd, 2002

„Mężczyzna, który pomylił żonę z kapeluszem” to intrygujący tytuł. Tym bardziej, jeśli dotyczy opery. Skomponował ją współczesny kompozytor Michael Nyman, a polską prapremierę zrealizował Teatr Wielki w Łodzi.

Ta niewielka, ledwie godzinna opera kameralna wymaga od wykonawców (siedem instrumentów, trzy głosy) nie lada umiejętności. Ale też, jak się okazało w Łodzi, gdy odda się jej całkowicie, odwdzięcza się niepospolitym efektem.

Rzecz cała oparta jest na pracy wybitnego neurologa i psychiatry Olivera Sacksa – studium przypadku człowieka, który utracił zdolność nazywania przedmiotów na skutek „redukcji wzroku na rzecz muzykalności”. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, tak zaskakująco prosto jest przedstawione.

Muzyka Nymana (znanego z kompozycji do takich filmów, jak m.in. „Kontrakt rysownika”, „Fortepian”) oderwana jest od wszystkiego, co współcześnie kojarzy się z muzyczną awangardą.

Jest pięknie pulsującą romantyczną frazą, ujętą w ramy pewnego mechanizmu rytmicznego, jednakże pełnego barw i dowcipu. Tym większy budzi respekt, że napisana jest jedynie na siedem instrumentów: skrzypce, altówkę, wiolonczele, harfę i fortepian.

Znakomicie z jej interpretacją poradził sobie szef muzyczny przedstawienia – Wojciech Michniewski, choć może zbyt wiele uwagi poświęcił jej tętnu, a odrobinę za mało płynności tematów, ich onirycznemu urokowi, któremu poddał się reżyserujący przedstawienie Łukasz Kos. Reżyser z godzinnej wizyty u psychiatry (a i psychiatry w domu chorego) uczynił kameralny brylancik skrzący dowcipem, finezją i kulturą. A przy tym zrealizował na wskroś nowoczesny, multimedialny spektakl, w którym jakość tworzyw podporządkowana jest muzyce, a nie jak często bywa na naszych scenach – fanaberiom inscenizacyjnym.

Łukasz Kos świetnie ustawił, w najdrobniejszych szczegółach, sytuacje, doskonale scharakteryzował każdą z postaci, a jednocześnie nie zagubił przesłania opery. Można śmiało za librettem powtórzyć „utracił obraz swego ciała, lecz słyszał jego muzykę”.

Ten zdumiewający, dojrzały debiut Kosa w operze pozwala wiele obiecywać sobie na przyszłość. Gratulacje należą się również współpracownikom Kosa: Monice Sudół (kostiumy), Robertowi Balińskiemu i Maciejowi Walczakowi (światło, realizacja filmowa i telewizyjna).

Nie byłoby jednak pełnego sukcesu bez trójki wokalistów: Wojciecha Maciejowskiego, Katarzyny Nowak-Stańczyk i Piotra Micińskiego. Wszyscy troje stworzyli znakomite kreacje aktorskie i wokalne.

Fantastyczna była zwłaszcza Nowak-Stańczyk, ukazująca kłębek neurotycznych zachowań swej bohaterki (a jaka przy tym vis comica!) i Miciński, który wyglądał i zachowywał się jak wyjęty z podręcznika psychopatologii. Wszyscy troje znakomicie śpiewali, a Nowak-Stańczyk wręcz imponowała swobodą interpretacyjną i pewnością. Po partii Teje w „Echnatonie”, rola Pani P potwierdziła, że repertuar współczesny dla artystki jest jak woda dla ryby. A „Mężczyzna, który pomylił żonę z kapeluszem” jest dla publiczności jak świeży powiew znakomitości.

Autor artykułu: Michał Lenarciński

Samowola na ścianie „Centralu”

Tuesday, September 3rd, 2002

Wielką reklamę sprzętu elektronicznego zawieszono na ścianie „Centralu” od strony al. Mickiewicza. Nie tak dawno na sąsiedniej ścianie tego domu towarowego wisiał przez dwa miesiące wielki billboard z reklamą alfa romeo. Wchodzący i wychodzący z „Centralu” zastanawiali się, czy pracownicy sklepu będą cokolwiek widzieć na zewnątrz przez taką wielką reklamę.

– Rzeczywiście, reklama jest duża, bo o długości 40 metrów i szerokości 12,5 metra, zajmuje 500 metrów kwadratowych powierzchni – mówi Sylwia Ulanowska z SDH „Central”.

– Wynajęliśmy ścianę budynku na reklamę zewnętrzną, bo potrzebujemy pieniędzy na wykonanie drobnych napraw. Na razie udało się nam wynająć ją na miesiąc. Reklama wykonana jest z winylu, ma strukturę siateczki, co sprawia, że od strony sklepu wszystko dokładnie widać.

Okazuje się jednak, że handlowcy z „Centralu” nie poczekali na pozytywną opinię plastyka miasta.

– Procedura wydania zgody jest w toku, na razie traktuję tę reklamę jako samowolę budowlaną – mówi Paweł Gaweł, plastyk miasta.

Negatywną opinię na temat tak dużej reklamy wyraził wojewódzki konserwator zabytków.

– „Central” znajduje się w śródmiejskiej strefie ochrony zabytków i każda ingerencja powinna być przemyślana – mówi Bronisław Podgarbi, wojewódzki konserwator zabytków. – Nie sądzę, żeby 500-metrowa reklama komponowała się z otaczającymi „Central” kamienicami secesyjnymi.

Nie ja jednak wydaję zgodę na zamontowanie reklamy, a jedynie wyrażam swoją opinię. W tym przypadku uważam, że organ wydający zgodę na takie reklamy powinien wyciągnąć konsekwencje z samowoli. Może się okazać, że kara za zamontowanie będzie większa niż za dzierżawę ściany.

– Fala zakładania reklam zewnętrznych minęła, teraz pojawiają się one tylko na tych budynkach, które stoją w atrakcyjnych miejscach w centrum – zauważa Jarosław Kołodziejczyk, kierownik działu eksploatacji w Wydziale Budynków i Lokali UMŁ. – Rynek nasycił się tą formą reklamy. Po drugie, zakaz reklamy piwa i papierosów spowodował, że zniknęło około 100 reklam zewnętrznych.

Najczęściej spotykane reklamy w centrum to standardowy billboard o powierzchni 12 metrów kwadratowych. Za jego wynajęcie trzeba zapłacić firmie reklamowej ponad 800 zł miesięcznie. Jeszcze droższa jest wielkopowierzchniowa tablica podświetlana od tyłu. Na kosztowną reklamę mogą sobie więc pozwolić tylko najbogatsze firmy. I to właśnie one opanowały ważne punkty w mieście.

W Łodzi jest zamontowanych prawie dziewięćset billboardów. Reklamują się na nich głównie operatorzy telefonii komórkowej, dystrybutorzy premier filmowych, dilerzy samochodowi, hipermarkety i banki.

Autor artykułu: (jxb)