„Mężczyzna, który pomylił żonę z kapeluszem” to intrygujący tytuł. Tym bardziej, jeśli dotyczy opery. Skomponował ją współczesny kompozytor Michael Nyman, a polską prapremierę zrealizował Teatr Wielki w Łodzi.
Ta niewielka, ledwie godzinna opera kameralna wymaga od wykonawców (siedem instrumentów, trzy głosy) nie lada umiejętności. Ale też, jak się okazało w Łodzi, gdy odda się jej całkowicie, odwdzięcza się niepospolitym efektem.
Rzecz cała oparta jest na pracy wybitnego neurologa i psychiatry Olivera Sacksa – studium przypadku człowieka, który utracił zdolność nazywania przedmiotów na skutek „redukcji wzroku na rzecz muzykalności”. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, tak zaskakująco prosto jest przedstawione.
Muzyka Nymana (znanego z kompozycji do takich filmów, jak m.in. „Kontrakt rysownika”, „Fortepian”) oderwana jest od wszystkiego, co współcześnie kojarzy się z muzyczną awangardą.
Jest pięknie pulsującą romantyczną frazą, ujętą w ramy pewnego mechanizmu rytmicznego, jednakże pełnego barw i dowcipu. Tym większy budzi respekt, że napisana jest jedynie na siedem instrumentów: skrzypce, altówkę, wiolonczele, harfę i fortepian.
Znakomicie z jej interpretacją poradził sobie szef muzyczny przedstawienia – Wojciech Michniewski, choć może zbyt wiele uwagi poświęcił jej tętnu, a odrobinę za mało płynności tematów, ich onirycznemu urokowi, któremu poddał się reżyserujący przedstawienie Łukasz Kos. Reżyser z godzinnej wizyty u psychiatry (a i psychiatry w domu chorego) uczynił kameralny brylancik skrzący dowcipem, finezją i kulturą. A przy tym zrealizował na wskroś nowoczesny, multimedialny spektakl, w którym jakość tworzyw podporządkowana jest muzyce, a nie jak często bywa na naszych scenach – fanaberiom inscenizacyjnym.
Łukasz Kos świetnie ustawił, w najdrobniejszych szczegółach, sytuacje, doskonale scharakteryzował każdą z postaci, a jednocześnie nie zagubił przesłania opery. Można śmiało za librettem powtórzyć „utracił obraz swego ciała, lecz słyszał jego muzykę”.
Ten zdumiewający, dojrzały debiut Kosa w operze pozwala wiele obiecywać sobie na przyszłość. Gratulacje należą się również współpracownikom Kosa: Monice Sudół (kostiumy), Robertowi Balińskiemu i Maciejowi Walczakowi (światło, realizacja filmowa i telewizyjna).
Nie byłoby jednak pełnego sukcesu bez trójki wokalistów: Wojciecha Maciejowskiego, Katarzyny Nowak-Stańczyk i Piotra Micińskiego. Wszyscy troje stworzyli znakomite kreacje aktorskie i wokalne.
Fantastyczna była zwłaszcza Nowak-Stańczyk, ukazująca kłębek neurotycznych zachowań swej bohaterki (a jaka przy tym vis comica!) i Miciński, który wyglądał i zachowywał się jak wyjęty z podręcznika psychopatologii. Wszyscy troje znakomicie śpiewali, a Nowak-Stańczyk wręcz imponowała swobodą interpretacyjną i pewnością. Po partii Teje w „Echnatonie”, rola Pani P potwierdziła, że repertuar współczesny dla artystki jest jak woda dla ryby. A „Mężczyzna, który pomylił żonę z kapeluszem” jest dla publiczności jak świeży powiew znakomitości.
Autor artykułu: Michał Lenarciński