W sieradzkich marketach nie ma tak wielu kradzieży, jak w większych miastach, gdzie tworzą się zorganizowane szajki złodziei. Kradną wszyscy. Dorośli i dzieci. Dlatego kierownicy supermarketów szczególny nacisk kładą na ochronę towarów.
– Dla sieci sklepów „Albert” bramki antykradzieżowe są kosztownym przedsięwzięciem. Muszą wystarczyć nam lustra i wyczulony na złodziei personel – mówi Dominika Kosman, rzecznik prasowy sieci supermarketów „Albert”. – Staramy się, aby te droższe produkty – papierosy czy alkohol – znajdowały się bliżej kasy.
Niektóre sklepy posiadają szafki depozytowe, w których należy zostawiać duże torby i produkty zakupione wcześniej, a na teren marketu wchodzić tylko z koszykiem.
– Przy kasach umieściliśmy też informację, że torby należy zawieszać z przodu wózka. To nasz sposób na obronę przed złodziejami – mówi Aleksandra Kmieciak, kierownik supermarketu „Polo Market”.
Każdy sklep jest skrupulatnie obserwowany przez wynajętych ochroniarzy, którzy zatrzymują podejrzanych „klientów”. Pracownicy muszą być w tym celu odpowiednio przeszkoleni i zapoznani z przepisami prawa karnego. Dodatkowe procedury ustalają poszczególne supermarkety.
– Po zatrzymaniu podejrzanego ochrona nie ma prawa przeszukać jego torby, a na życzenie klienta można wezwać policję – informuje Dominika Kosman.
Niedawno taka przykra przygoda spotkała Olgę Trepanowską, która po zrobieniu zakupów w supermarkecie „Champion” została zatrzymana przez ochronę sklepu, gdy rozdzwoniły się bramki antykradzieżowe.
– To było dla mnie bardzo żenujące. Tłum gapiów czekał tylko na sensację, w której to ja zagrałam główną rolę – mówi zdenerwowana pani Olga.
Po opróżnieniu zawartości torebki okazało się, że przyczyną zatrzymania była książka, którą podejrzana o kradzież dostała trzy miesiące temu na urodziny. Ochroniarz poinformował klientkę, że na teren sklepu nie wolno wnosić rzeczy wcześniej w nim zakupionych.
– Większe sklepy mają podobne zabezpieczenia i często się zdarza, że bramki reagują na kody danego produktu, choć nie był on zakupiony w naszym markecie – wyjaśnia Beata Łapeta, kierownik marketu „Champion”. – Staramy się unikać takich zdarzeń, w jakim uczestniczyła nasza klientka. Dlatego apelujemy, by zostawiać wszelkie zakupione wcześniej rzeczy w specjalnie przygotowanych do tego celu szafkach.
– Gdyby tę nieszczęsną książkę kupiono dwa dni wcześniej i nie była jeszcze tak zniszczona, znacznie trudniej byłoby mi udowodnić, że jej nie ukradłam – ripostuje pani Olga.
Jej przypadek okazał się zwykłą pomyłką. Przyłapani na gorącym uczynku złodzieje bywają aroganccy i niegrzeczni. Doskonale wiedzą, jak wygląda postępowanie w takiej sprawie i co wolno ochroniarzowi. Skrzętnie to wykorzystują.
Jedynym wyjściem okazuje się wtedy interwencja policji.
Co pozostaje uczciwym klientom? Wyrozumiałość i dostosowanie się do wskazówek kierownictwa sklepów. Wtedy zakupy staną się prawdziwą przyjemnością, a widok obserwującego nachalnie ochroniarza nie będzie tak deprymujący.
Autor artykułu: Anna Skonka